Ty te moesz mie wasn wizytwk...

teksty.rybie-oko-2

tutaj powinno być logo...

Teksty krytyczne związane z Biennale Sztuki Młodych RYBIE OKO 2.
Autorzy: Łukasz Guzek, Przemysław Jędrowski, Anna Urbańczyk, Władysław Kazmierczak i Anna Babiak.
powrót: http://biennale.rybie.oko.fm.interia.pl/2.html
http://teksty.rybie-oko-1.wizytowka.pl
http://teksty.rybie-oko-3.wizytowka.pl
http://rybie-oko-polemika.wizytowka.pl
http://ewa-rybska.wizytowka.pl
http://rybska-kazmierczak.wizytowka.pl


Biennale Sztuki Młodych
R Y B I E O K O 2
22.03. - 28.04.2002
Bałtycka Galeria Sztuki, Galeria Kameralna, Baszta Czarownic

Lista artystów zaproszonych do udziału w wystawie "RYBIE OKO 2":

1. Kuba Bąkowski - Poznań
2. Daniel Bogutyn - Wrocław
3. Michał Bujnicki - Gubin
4. Piotr Dudek - Koszalin
5. Ludomir Franczak - Słupsk
6. Barbara Gębczak-Janas - Wrocław
7. Paweł Hulpowski Szulc - Łódź
8. Paweł Janas - Wrocław
9. Andrzej Karmasz - Pruszcz Gdański
10. Hanna Kosewicz - Wrocław
11. Aleksandra Kubiak - Zielona Góra
12. Aleksandra Kujawska - Poznań
13. Joanna Maltańska - Gdańsk
14. Anita Pasikowska - Wesoła
15. Piotr Parda - Poznań
16. Laura Pawela - Wrocław
17. Agnieszka Piotrowska - Łódź
18. Daniel Rumiancew & Anna Babiak - Warszawa
19. Dominika Skutnik - Gdańsk
20. Karolina Wiktor - Zielona Góra
21. Karolina Wysocka - Słupsk

Łukasz Guzek
Rybie oko II
Rybie oko II - to druga edycja imprezy poświęconej sztuce artystów młodego pokolenia artystów polskich czyli trzydziestolatków i młodszych. Od tego roku Rybie oko będzie odbywać się jako biennale. W wystawie brało udział 21 artystów. Jest to impreza ważna, choćby dlatego, że nie niczego podobnego nie zaryzykowała żadna instytucja. Tymczasem wokół niewiele jest zachęt, by zajmować się sztuką. Słupsk/Ustka ma też niezwykłą szansę na obiektywizm: nie ma tam miejscowego środowiska. Ale to także minus: na imprezie artyści mogą zobaczyć siebie nawzajem w dorosłej sytuacji wystawienniczej, ale raczej nie zobaczy ich zbyt wielu krytyków i kuratorów. Ale może to tylko złudzenie, że w dużym mieście byłoby inaczej.

Organizatorzy, Ewa Rybska (kurator) i Władysław Kaźmierczak (dyrektor galerii), praktykują performance, a to doświadczenie uwrażliwia na nie-akademickie myślenie. Na pewno pokazane zostały tu projekty w jakiś sposób odważne. Może nie są odkrywcze formalnie, ale ich waga polega na tym iż można wydobyć z nich wiedzę o generacyjnym sposobie myślenia. Jest to więc nie tyle informacja o tym jak będzie wyglądała sztuka, jej forma zostanie znaleziona, ale o czym ona będzie. Już jednak ma ona sens krytyczny: wyraża stosunek do rzeczywistości. Dlatego każdy kto chciałby się dowiedzieć w jakim kierunku zmierzać będzie ten kraj - powinien zobaczyć Rybie oko. Jeżeli impreza utrzyma swoją dynamikę, może stać się dobrym miernikiem aktualnego stanu umysłów.

W tegorocznej wystawie nie brał udziału żaden artysta z edycji ubiegłorocznej. Były natomiast aż cztery osoby które były rok wcześniej na festiwalu młodych performerów Breaking news w Zuju: Karolina Wiktor, Daniel Rumiancew, Michał Bujnicki i Kuba Bąkowski. Wbrew opiniom, że performance jest dyscypliną niszową, okazuje się iż artyści znajdują dla niego zastosowanie. Performance zwiększa możliwości artystyczne: jest włączany w strukturę prac rozluźniając ją i zarazem ułatwiając manipulowanie znaczeniami, a także umożliwia zbliżenie sztuki do rzeczywistości.

Daniel Rumiancew zajmuje się fotografią. Tu pokazał prace w których kontynuuje metodę zaprezentowaną już na Breaking news: poszerzanie pola fotografii (obraz plus). Na wystawie były dwie prace: obiekt składający się z dowcipnego obrazka - lighboxu przedstawiającego kurczaka z zabandażowaną nogą, obok którego stały narty; oraz praca fotograficzna powiązana z akcją. Akcję wykonał wspólnie ze swoją dziewczyną (Kinga Babiak). Polegała na wymianie owłosienia. Ona: goli jego głowę, on: na obrazie jej aktu projektowanego na ścianę pokrywa pianką do golenia jej uda i brzuch, ona: zbiera z obrazu piankę i pokrywa nią jego głowę, on: rozbiera ją umieszcza i swoje włosy pod cienkimi rajstopami na jej udach i brzuchu.

Michał Bujnicki również kontynuuje metodę konstruowania performance z Breaking news. Jego performance polegał, w pierwszej części "literackiej" na opowiadaniu onirycznych historii, po czym, w części drugiej, następuje akcja, ćwiczenie fizyczne oparte na wschodnich technikach walki i pracy z ciałem. Strategia operowania ciałem zbliża to działanie do klasycznego performance po który dziś sięga się rzadko, gdyż zamyka on sztukę w kręgu własnego ja, gdy tymczasem sztuka dąży do związku z rzeczywistością. Ale może Michał Bujnicki uważa rzeczywistość za niewartą sztuki.

Karolina Wiktor wystąpiła wspólnie z Aleksandrą Kubiak. Również w tym performance można dopatrzyć się metody znanej z Breaking news: doświadczania swego ciała i budowania doznań poprzez ciało, oraz prezentacji nagiego ciała w pół-ukryciu, niepełnej ekspozycji. Na Breaking news Karolina Wiktor zanurzała się w małym akwarium wypełnionym białą kleistą cieczą. Na Rybim oku artystki stały nagie, lecz owinięte ciasno plastikową folią, w wąskich przeźroczystych cylindrach - kolumnach, po dwóch stronach wejścia do wnętrza galerii w Ustce. Widzowie wchodząc do galerii musieli przesuwać się pomiędzy nimi. Na nos i usta miały założone maseczki połączone rurką, tak że oddychały (niemal) wyłącznie swoim oddechem. Performance trwał do wyczerpania sił. Stworzyły piękny obraz, jak z jakiegoś futurystycznego laboratorium, a zarazem stworzyły sytuacje bezpośredniego doświadczenia.

Kuba Bąkowski zastrzega, że nie robi performance. Jednak wykorzystuje swoje ciało w performerski sposób.Zajmuje się natomiast fotografią. Jego prace są wynikiem połączenia tych dwóch elementów. Najwyraźniej Kuba Bąkowski wyciągnął wnioski z doświadczenia sztuki bezpośredniej obecności, która stała się tu obecnością w obrazie medialnym. Na wystawie pokazał obiekt - łóżko na którym została nadrukowana jego naga, leżąca na wznak postać. Z pępka, we wschodniej filozofii uważanego za centrum energetyczne człowieka, wydobywało się światło będące projekcją obracającego się slajdu na sufit. Slajd przedstawiał telewizyjny obraz kontrolny połączony z obrazem jego postaci w pozycji medytacyjnej. Fascynacja światłem, "obróbka światła" to stały motyw jego prac, zrealizowany w pięknej akcji na Breaking news (przepiłowywanie świetlówki - jedynego źródła światła w pomieszczeniu). Obok na monitorach były prezentowane dwie prace wideo. Obie składały się z połączenia obrazu kontrolnego jakiegoś kanału telewizyjnego i nagiej postaci artysty wykonującego proste ćwiczenia gimnastyczne. Umieszczanie siebie, swojego ciała w rozmaitych sytuacjach, w rozmaitych obrazach, to także stały element jego prac.

Wszyscy znani mi wcześniej artyści, jak się okazuje, pracują niezwykle konsekwentnie nad charakterystycznymi dla siebie motywami, rozwijając właściwą sobie metodę.

* * *

Rok temu, pisząc o pierwszej edycji Rybiego oko, nawiązałem do estetyki pragmatycznej Deweya. Powiązanie deweyowskiego pragmatyzmu i pokazanych wtedy prac służyło podkreśleniu pewnej ich ogólnej cechy - związku tej sztuki z bezpośrednim doświadczeniem życiowym. Była to także próba wskazania ścieżki rozumienia i interpretacji nowej/młodej sztuki. Deweya sposób definiowania sztuki jako doświadczenia pozwala przejść od razu do meritum dzieła a sferę rozwiązań formalnych potraktować funkcjonalnie. Funkcjolalność pragmatyczna nie oznacza iż mamy tu do czynienia z uniwersalizmem w rodzaju transhumanizmu. Oznacza natomiast ścisłe powiązanie aktualnej formy i aktualnej treści. W rezultacie, uprawiana w taki sposób sztuka uzasadnia pluralizm form, sięganie po formy wizualne ad hoc (czyli to co jest wymieniane jako cechy postmodernizmu) i zmianę w sztukę wszystkiego co zostanie znalezione w świecie, otaczającej rzeczywistości (to zasadnicza zmiana wobec modelu modernistycznego, dominującego dotąd w myśleniu artystycznym, polegajaca na tym,ze to nie sztuka jest punktem wyjścia sztuki - tak jak awangarda wynikała z awangardy, forma była odpowiedzią na formy wcześniejsze - ale świat, świat człowieka). Pozwala to sztuce utrzywmać kontakt z otaczającą rzeczywistością, z życiem po prostu i w nich uczestniczyć. Odniesienie do Deweya i pragmatyzmu wobec sztuki Rybiego oka II nadal pozostaje aktualne. A skoro tak, skoro taka ogólna tendencja się utrzymuje, to można uznać ją za cechę generacyjną, pokoleniową, a tym samym cechę nowej sztuki. Tak młodzi artyści rozpoznali oraczającą ich (i nas) rzeczywistość i tak też ją opisują poprzez swoją sztukę.

Na Rybim oku okazało się że najważniejszym tematem są media i erotyka. Te dwa aspekty są ze sobą powiązane i zmieszane z krytyczną obserwacją otoczenia kultury konsumpcyjnej. Skomercjalizowanie życia jest czymś z czym musi zderzyć się każdy z nas. Z kolei media są dziś oczywistym kontekstem życia, i to w nich realizuje się najpełniej konsumpcyjny charakter rzeczywistości. Stanowią też rodzaj matrycy wyobraźni współczesnej, która jest przykładana do rozmaitych sytuacji, nadając postać rozumieniu rzeczywistości. Istotą zmedializowanej rzeczywistości jest zaproszenie do manipulacji, gry, kształtowania świata (jego obrazu) według potrzeb chwili. Dzięki temu media należą do sfery bezpośredniego doświadczenia, bazowego i jak gdyby naturalnego, doświadczenia, które właśnie dzięki tej swojej medialnej naturze znajduje odzwierciedlenie nawet tam, gdzie artyści sięgają po tradycyjne formuły artystyczne takie jak obraz na płótnie.

Obrazy tradycyjnie malowane na płótnie, oparte demonstracyjnie na obrazie medialnym maluje Barbara Gębczak-Janas. Metoda polega na odtworzeniu w obrazie efektów technicznych zaczerpniętych ze standardowych narzędzi programu obróbki obrazu. Obraz zostaje przetworzony, pozostaje jednak technicznie obrazem. Seria obrazów przedstawia dwie nagie dziewczyny w swobodnych sytuacjach. Są to autorka i jej koleżanka, które były także obecna razem na wystawie. A może to tylko była manipulacja obrazem?

Obrazy Andrzeja Kramasza również są malowane w stylu przywodzącym na myśl zakłócenia i nieostrości obrazu medialnego. Również i tu obrazowana jest relacja erotyczna. Ale niedoskonałość obrazu nie pozwala dostrzec nic ponadto, żadnych szczegółów. Pozostaje sugestia, a relacja z rzeczywistością faktyczną pozostaje wyobraźniowa, a nie ilustracyjna.

Interesujące podejście do obrazu prezentuje Hanna Kosewicz. Jej prace przypominają tradycyjne obrazy, np. formatem. Jednak technicznie są zszywane z metek ubraniowych, tkane czy wyszywane, dziergane z włóczki. Obraz to produkt, coś co "się nosi" sprytna aluzja do komercjalizacji ale i sugestia pewnej bliskości sztuki i życia, tak jak koszula jest bliska ciału.

Piotr Parda, poświęcił czas przygotowania do wystawy na hodowlę rybek akwariowych - głubików. Na wystawie przeprowadził ich segregację płciową, prezentując w dwóch akwariach osobno panów i panie. Praca mogła wzbudzić uśmiech. Także jednak oddziaływała pewnym pesymizmem.

To właśnie Anita Pasikowska powiedziała o pracy Pardy, że jest bardzo smutna. Pesymizmem emanowała także jej praca - czarna ściana przegradzająca galerią na całej szerokości, z trzema oknami rozświetlonymi od tyłu czerwonym światłem. Według artystki, mieszkającej w Wesołej pod Warszawą, praca przedstawia Śląsk. Inspiracja może być odebrana czysto wizualnie, ale że zostało tu przedstawione niewesołe i groźne miejsce - to daje się odczuć. Prosty zabieg formalny, ale wynikający z emocji i do emocji się odwołujący.

Podobnie prostym zabiegiem instalacyjnym, podobnie grającym na emocjach odbiorcy, była praca Daniela Bogutyna. W małym pomieszczeniu, w piwnicy galerii, na wprost zejścia, ustawił półkoliście postumenty z kilkoma monitorami. Wideo było obrazem zbliżenia głowy ujadającego psa. Monitory znajdowały się mniej-więcej na wysokości głowy człowieka, wielkość obrazu pokazywała głowę psa 1:1, ujadanie było nagłośnione mniej-więcej realnie. Ujadanie psów było słyszalne na górze. "Czy tam są psy?" - pytał bojaźliwie jakiś młody widz. Schodząc na dół stawało się twarzą-w-twarz z wściekłymi mordami psów. To musiało robić wrażenie. Czułem się jak w grze wideo o jakichś strażnikach świata podziemnego.

Jak wiadomo, wyznania miłości w najlepiej brzmią po francusku. Joanna Maltańska pokazała wideo bazujące na przeciwieństwie miłosnego wyznania i obrazu blokowiska. Ale przecież wiadomo wszystkim, przynajmniej wszystkim w byłym bloku wschodnim, że "w domach z betonu nie ma wolnej miłości". Ludomir Franczak pokazał wideo oparte na innym przeciwstawieniu. Nagranie mszy katolickiej podłożył pod obraz półek w supermarkecie.

Supermarket (ten sam lokalny słupski) po raz kolejny zagrał w pracy Piotra Dudka, który wystawił w nim swoje obrazy. Na obrazach była mało czytelna twarz i napis w nieistniejącym języku. Obrazy tak doskonale wtopiły się w dekorację sklepową, że nikt ich nie zauważył; nikt w supermarkecie nie rozpoznał w nich sztuki, nie zauważył tez że coś w tych obrazach nie gra, i to mimo "promocji" przy wejściu informującej, że w sklepie jest do oglądania sztuka. Ale czy po to idzie się do supermarketu?

Karolina Wysocka również przyjęła pokrewną strategię umieszczenia banalnych obrazów w niebanalnym miejscu, licząc zapewne, podobnie jak Piotr Dudek, że otoczenie nada im specyficzną wartość artystyczną. Umieściła swoje obrazy - monochromatyczne prostokąty niewielkich rozmiarów - na basenie, gdzie harmonizowały swoją sterylnością i dźwięczną kolorystyką z otoczeniem, tak że znów nie były rozpoznawalne jako sztuka i utopiły się w swoim otoczeniu wizualnym.

Intrygująco niejasny był sens obiektów Laury Pawela. Znaczący był użyty w nich kolor - feministyczny róż, który podpowiadał niedwuznacznie "kobiecy" kierunek interpretacji. Najwięcej dyskusji, domysłów i pomysłów interpretacyjnych poświęcono zwłaszcza jednemu jej obiektowi. Ale też był to obiekt: wiele sugerował, choć zarazem skazywał na gubienie się w domysłach. Obiekt przypominał, na pierwszy rzut oka, konfesjonał. Ciekawostką jest, że konfesjonał to przedmiot który wyjątkowo nęci wyobraźnię kobiet, być może dlatego, że jest to terytorium w wyłącznym władaniu mężczyzn, a kobiety zjawiają się tu tylko jako grzesznice. W poprzedniej edycji Rybiego oka konfesjonały, zmienione w miejsca rytuałów codzienności, jak kabina prysznica czy kabina przymierzalni, pokazywała Anna Klimczak. Konfesjonał Laury Pawela (jeżeli obiekt został właściwie rozszyfrowany), to przedmiot przeznaczony dla kobiet, jako miejsce badania. W klęczniku, miejscu dla spowiadającego się, została zamontowana pionowa przegroda, którą klękając należy mieć między nogami, co sugerują wytarte kolanami wgłębienia po dwóch stronach tej przegrody. Ma ona wykrój anatomicznie dostosowany do kobiecego krocza. Przegroda oddzielająca od spowiednika, zamiast kratki, posiada dwa okrągłe otwory lamowane różową gąbką, pozwalające wsunąć w nie dłonie, co sugeruje zabieg badania mamograficznego, bądź zwykłą lubieżność. Nie wiem czy dobrze odczytuję przewrotną funkcję spowiedniczą tego obiektu, ale spowiedź to badanie zmierzające do obnażenia ciała i duszy. Jest to więc badanie w podwójnym sensie fizycznym, cielesnym i psychicznym duchowym, moralnym. Ale forma obiektu mówi, że kontakt z nim jest także karą i to cielesną, gdyż obiekt robi wrażenie także bardzo użytecznego narzędzia tortur i to tortur dla kobiet. W końcu jak już ktoś przychodzi do konfesjonału to można słusznie założyć że czuje się grzesznikiem i kara mu się należy a cierpienie może rozpocząć się natychmiast, tym bardziej że wszyscy jesteśmy z góry grzesznikami, a szczególnie z góry skazane są kobiety. Na pewno Laura Pawela dobrze przemyślała swoją sytuację kobiety w kulturze zdominowanej przez po chrześcijańsku rozumiane winę i karę. Na pewno też praca była ciekawym przypisem do Foucaulta.

Czy pamiętamy jeszcze nie tak dawno wygłaszane licznie proroctwa na nowe milenium? Jedno z nich głosiło, że oto nadchodzi czas kobiet, następne wieki będą kobiece w charakterze, nasze życie będzie kobiece w stylu, nasze myśli różowe i miękkie. Przecież mężczyźni powodują tylko wojny, a kobiety zmienią naszą planetę w wielką kochającą się rodzinkę. Zniknie wszelka przemoc, absolutyzm, totalitaryzm w życiu i myśleniu, czyli także w sztuce. W Rybim oku II dominowały, co prawda nieznacznie, ale jednak, kobiety (by nie było niedomówień dominowały liczebnie). Nie jest to wynik świadomej polityki poprawności politycznej Ewy Rybskiej, kuratorki imprezy. Tak po prostu wyszło z selekcji nadesłanych na wystawę projektów indywidualnych. Czyli: czy właśnie oto przepowiednia spełnia się? Czy już żyjemy w świecie kobiecym? Dajmy jeszcze trochę czasu historii. Na razie wygląda na to, że świat sztuki już jest światem kobiet.
Łukasz Guzek

INSTANT
Przemysław Jędrowski
ARTeon 5/2002
"Młodzi i postmedialni" to podtytuł i określenie charakteru Biennale Sztuki Młodych "Rybie oko 2". Forma i zamysł wystawy powstały przed rokiem, teraz (i słusznie) został on powtórzony. Idea prosta i stara jak instytucja galerii zawiera się w chęci przekazania obrazu sztuki najświeższej i najistotniejszej dla swojego czasu. Wymaga to oczywiście zróżnicowanego formalnie repertuaru - i takie właśnie są ekspozycje "Rybiego oka". Galerie w Słupsku i Ustce pokazują instalacje wideo, tradycyjne warsztatowo malarstwo, formy przestrzenne. Działania akcyjne obejrzeć mogli widzowie obecni podczas otwarcia wystawy. Każdy z 21 zaproszonych artystów dał wyraz własnej rybiej perspektywie rzeczywistości. A użyte środki i sposoby sztuki określiły jej obraz. Wystawiający to ludzie różni pod względem artystycznego temperamentu i doświadczenia. W pracach przekazują informacje o współczesnym pojęciu sztuki, o obecności w nim historii i własnej indywidualności. W ten sposób można powiedzieć bardzo wiele lub nic. Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej już po raz drugi udało się zgromadzić grupę, której zróżnicowana twórczość stanowi przekonujące zagęszczenie i reprezentację środowiska.
Niepisanym programem nowej sztuki jest wtopienie się w otaczający świat, udowodnienie jego paralelności i organicznego uzależnienia od niego. Ale czy może być to w ogóle stawiane jako novum? Wszak sztuka najnowsza zawsze była reakcją na świat obecny obok niej. Jej historia składa się wyłącznie z różnych języków wyrazu, sposobów postrzegania, poziomów wrażliwości i interpretacji świata. Prace młodych z całej Polski są dowodem na istnienie ciągłości sztuki zaangażowanej w rzeczywistość, jej świeżość polega na pewnych przesunięciach w języku form. Nic jednak nie zwiastuje fundamentalnych zmian, bezpośredniości większości prac i ich relacji z widzem oraz prostoty znaczeniowej. W tym tkwi ich witalność i siła. Zbliżenie tej sztuki do codzienności ma jeszcze ten plus, iż staje się ona zrozumiała dla widza, mówi wszak o jego własnych doświadczeniach. Oby stanowiło to początek przełamywania lodów pomiędzy szarym odbiorcą a sztuką współczesną. Służyły temu m.in. prezentacje w hipermarkecie i na pływalni w Słupsku. Obrazy Piotra Dudka i Karoliny Wysockiej stawały się integralną częścią przestrzeni, oswajając mimowolną publiczność. Istotnym aspektem sztuki młodych jest żart, gloryfikacja banału i prześmiewcza kontestacja, uprawiana dla niej samej.
"Prawdziwe, autentyczne życie" Pawła Janasa i pogrupowane w cykle obrazy Barbary Gębczak-Janas należą do najciekawszych prac wystawy. Tak jak Andrzej Karmasz przenosi ona na płótno obrazy z monitora komputera. Rozebrane dziewczyny - malarki - pytają wprost: "Co sprawia, że jesteśmy aż tak pociągające?". Od trywialnych w treści obrazów różnią się znacząco minimalistyczne instalacje Dominiki Skutnik i Daniela Bogutyna. Pokazywane w słupskiej Baszcie Czarownic wprowadzają widza w specyficzny nastrój. Świecące, korytarzowe, pseudokryształowe klosze do lamp, rozrzucone po podłodze gotyckiej izby, sieją dyskretny niepokój, a ujadajšce na sześciu monitorach psy zamknięte w piwnicy galerii dopełniają całości.
Instalacja "Koniec sezonu" Daniela Rumiancewa przeprowadza dowód, iż spieczone ciało kurczaka ze złamaną nogą plus narty przekłada się na powielane i uświęcone konsumpcją zachowania klasy średniej i jej snobistyczne sporty. Podobnie "Gupiki" Piotra Pardy dowodzą banału i nudy rozrywki akwarysty w kapciach, ale może również dowodzą, że wszystko będzie sztuką, jeśli tylko znajdzie miejsce w galerii i ulegnie interpretacyjnemu okadzeniu. Komentując więc prace polegające na prostych zestawieniach skojarzeń lub grze znaczeniowej, nie ma sensu szarżować z filozofami i intelektualną spuścizną wieków.
Rybioocy młodzi są na pewno, a pewna wrażliwość i odbiór uwarunkowane są generacyjnie, ale czy na pewno są postmedialni? Myślę, że to zbyt poważne, unaukowione określenie, szczególnie w odniesieniu do całej grupy twórców. Najlepiej trafia ono w specyfikę samego malarstwa, którego wzory i inspirację stanowi medialna otoczka codzienności. Ale dlaczego post? Przecież to tylko wyraz świadomości istnienia pewnego poziomu, a nie zaprzeczanie jego sile sprawczej, ona tkwi wszak w każdym z nas. Nie mówi się przecież o postmalarskiej grafice komputerowej. Możemy dyskutować z mentalnością mass mediów, grać z ich sentymentalno-kiczowato-polityczną strukturą, ale nie wyrugujemy ich z naszego życia, gdyż one po prostu tam będą.
Biennale Sztuki Młodych "Rybie oko" to wyrabiająca już własny charakter i markę impreza wystawiennicza. Jej druga edycja to godna wyróżnienia prezentacja, niekiedy nierówna, lecz przez to zyskująca na szczerości. Organizatorzy i artyści zrobili swoje, reszta jest rybim milczeniem.
Przemysław Jędrowski

RYBIE OKO 2
Biennale Sztuki Młodych
Władysław Kaźmierczak
art&business 5/2002
Biennale Sztuki Młodych w Słupsku jest nową imprezą w Polsce. I wielce ryzykowną. Nie ma bowiem gwarancji, że młodzi artyści, ciągle inni, są w stanie zaproponować sztukę, która nas naprawdę zainteresuje. Ryzyko jest tym większe, że młodzi za wszelką cenę..... nie chcą być pionierami ani odkrywcami nowej sztuki. To co robią już właściwie było. I wcale nie ukrywają swoich źródeł inspiracji. Jednak ich sztuka - paradoksalnie - jest błyskotliwa i nowa. Tuż obok "poważnej sztuki". Tworzonej przez starszych artystów. Bo właśnie malarstwo postmedialne, wymyślone przez młodych, jest jedyną, intrygującą nowością w polskiej sztuce ostatnich kilku lat. Wyczuwamy w nim jakiś rodzaj energii, świeżości, innego widzenia i myślenia. Barbara Gębczak-Janas i Andrzej Karmasz proponują malarstwo, które różni się od obrazu na monitorze tylko tym, że jest namalowane na płótnie. Farbami.
Młodzi są fanami i prześmiewcami swojej rzeczywistości, w której wyrośli. Intryguje ich sukces świata konsumpcji, reklamy, instrukcji obsługi, seriali, sportowców, polityków, postaci medialnych lub wzoru idealnego człowieka z kolorowych tygodników. Hanna Kosewicz i Paweł Janas robią to perfekcyjnie. A nawet niepokoi ich kariera telewizyjnego obrazu kontrolnego (Kuba Bąkowski). Chcą w tym świecie zaistnieć i sprawdzić jego reguły. Ich reakcje są krytyczne, czasem prześmiewcze (tak jak dadaistyczny gest Piotra Pardy wystawiającego dwa akwaria z gupikami), czasem po prostu wykorzystują te same zasady oddziaływania na odbiorcę, którymi posługuje się współczesny marketing i media. Zresztą ten świat jest przeznaczony wyłącznie dla nich. Nic też dziwnego, że Piotr Dudek swoje prace pokazał w REALU. Tuż nad kasami. Idealnie wpisując się w estetykę reklam. Ale z błędem. Dodając komentarz składający się z wymyślonych dwóch słów: aj memutni?, andala sa?, ilumini dera?, nei pordoba?, oszi maro?, kone sani? Karolina Wysocka zaproponowała ciekawą interwencję malarską na pływalni. Ludek Franczak zrealizował ukrytą kamerą wstrząsający film na temat zakupów w innym supermarkecie. Daniel Rumiancew również pokazał pracę anty-konsumpcyjną. Kurczakowi z rożna zabandażował nogę. Obok ustawił narty. Laura Pawela zaprezentowała serię obiektów. Z osobistym kontekstem. Całość nazywając "Anty-konsumpcją".
Obok zwolenników sztuki postmedialnej i anty-konsumpcyjnej mamy artystów, którzy w jakiś sposób chcą się rozliczyć z przeszłością. Zadać pytanie: i co teraz? Joanna Maltańska do swoich niby abstrakcyjnych obrazów dodaje krótki film wideo, w którym po francusku składa przekonującą, oniryczną deklarację miłości do pejzażu. Tylko, że tym pejzażem jest typowe polskie blokowisko. Trochę podobne do jej neomodernistycznego malarstwa. Anita Pasikowska przedstawiła instalację z trzema czerwonymi oknami. I czerwonym, mocno wyświetlonym wnętrzem. Chciała zwrócić uwagę na intensywną malarskość okien na Śląsku. Lub na stan jego degradacji. Dominika Skutnik nawiązała do estetyki z lat 60-tych, 80-tych. Estetyki szklanych lamp udających kryształy. Z nich ułożyła instalację. Świecące na podłodze lampy przywołują nostalgię i jednocześnie wywołują jakiś odruch obronny przed obecnością reliktów minionego ustroju. Aleksandra Kujawska w zaciemnionej przestrzeni wyświetliła slajd kaloryfera (starego typu) na cienką taflę wody. Daniel Bogutyn w piwnicy galerii, na sześciu monitorach pokazał filmy ze szczekającymi psami. Do swojej pracy dołączył odrębny komentarz wyjęty z badań nad zachowaniami psów. I ludzi. Być może chodzi o przeszłość albo o przyszłość. Lub tylko o sztukę.
Paweł Hulpowski Szulc i Agnieszka Piotrowska zaprezentowali bardzo dobre malarstwo, które jest kontynuacją nurtów już dość dobrze znanych. Hulpowskiego interesuje światło, natomiast Piotrowską raczej malarski gest. I tutaj też mamy do czynienia z wyborem, którego konsekwencji kompletnie nie możemy przewidzieć.
Zdecydowanie odrębne wypowiedzi zaproponowali performerzy. Skoncentrowali się wyłącznie na sobie. Na swoim ciele i swoim życiu. Daniel Rumiancew & Anna Babiak wykonali performance, który polegał na dokonaniu prostej transformacji. Michał Bujnicki przedstawił krótką opowieść o zwykłym życiu i miłości, by w fazie końcowej zbudować "rzeźbę" z kubka i prześcieradła. Karolina Wiktor & Aleksandra Kubiak zrobiły performance statyczny, obliczony na parogodzinne trwanie w bezruchu. Nago, w kolumnach z pleksi, ze wzajemnym kontaktem poprzez oddech.
Kilka wniosków. Młodzi szukają najprostszej drogi, by opowiedzieć o swoim życiu.
To, co nas starszych najczęściej irytuje w ich sztuce jest jej energią. Wartością. Młodzi po raz kolejny udowadniają, że sztuka niekoniecznie musi być trudna, niezrozumiała i smutna. Że artysta może wybierać swobodnie różne konwencje. Że granice pomiędzy sztuką a nie-sztuką są jedynie źródłem inspiracji.
________________________________________
Władysław Kaźmierczak
Biennale Sztuki Młodych R Y B I E O K O 2
22.03.2002 - 28.04.2002
Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej - Słupsk
miejsca prezentacji:
Supermarket REAL, pływalnia SOSiR, Bałtycka Galeria Sztuki - Ustka, Galeria Kameralna - Słupsk, Baszta Czarownic - Słupsk
kurator: Ewa Rybska

RYBY MAJĄ GŁOS
Biennale Sztuki Młodych "Rybie Oko" ( 22.03.2002 - 28.04.2002) odbyło się w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej już po raz drugi.

Do udziału w wystawie zostali zaproszeni artyści najmłodszego pokolenia, urodzeni w latach 70-tych. Ewa Rybska, performerka i kurator ekspozycji szuka młodych talentów w uczelniach artystycznych w całej Polsce. -\'Zazwyczaj jeździmy oglądać dyplomy, często też korzystamy z rekomendacji znajomych artystów \'- tłumaczy. W tym roku zgłosiło się ponad 50 osób z całej Polski. W trzech galeriach, będących filiami BGSW, oraz w hipermarkecie Real i słupskiej pływalni wystawiało i pokazało performance ponad dwudziestu młodych ludzi.
Wystawa miała odpowiedzieć na pytanie jaka jest sztuka najświeższa?
I jaka jest..? Sztuka najnowsza zawsze była reakcją na świat który "żyje" obok niej, na codzienność. Młodzi kontynuują tę tradycję, i odnosi się wrażenie, że ich sztuka zbliża się jeszcze bardziej do codzienności, stając się na nią "przezroczysta". Odniosłam wrażenie, że większość pokazanych tam prac wyśmiewa, a przynajmniej jest ironicznym komentarzem otaczającej nas, konsumpcyjnej rzeczywistości. Nasze życie skupia się wokół telewizji - o czym w ciekawy sposób zdaje się mówić instalacja Jakuba Bąkowskiego, absolwenta poznańskiej ASP , a zakupy stały się nasza obsesją, jedynym źródłem dobrego samopoczucia. Prześmiewczo do tego tematu podszedł Ludomir Franczak, który zaprezentował film zatytułowany "Niedziela". Artysta ukrytą kamerą sfilmował niedzielne zakupy rozgorączkowanych konsumentów w supermarkecie, z podkładem Mszy Świętej. Z kolei prace zaprezentowane w hipermarkecie i pływalni stały się niemal integralną częścią przestrzeni codziennego życia, "chwytając" uwagę robiących zakupy i kąpiących się ludzi. Ci ludzie zostawali mimowolnymi widzami, odbiorcami tej sztuki. Piotr Dudek, swoje prace zamieszczajšc tuż nad kasami w Realu uczynił z nich pseudo - plakaty reklamowe, dodając komentarz składający się z dwóch wymyślonych słów: Aj memutni?, Andala sa?, Ilumini dera?, Nei Pordoba?, Oszi Maro?, Kone Sani? Odwrócił niejako sytuację w której artysta umieszczając zwykły, codzienny przedmiot w przestrzeni galerianej nadaje mu rangę dzieła sztuki. Pojawia się pytanie, czy obraz umieszczony w supermarkecie będzie nadal postrzegany jako dzieło sztuki? Czy też klienci sklepu, przywykli do pojawiania się wciąż nowych reklam, zarejestrują go jako kolejny chwyt reklamowy, mający nakłonić ich do kupienia czegoś? "Gupiki" Piotra Prady, stwarzają sytuację odwrotną: artysta umieścił w galerii ekwipunek akwarysty - hobbysty. Banalne akwarium, być może cynicznie komentujące nudną rozrywkę akwarysty w \'przydeptanych kapciach\', znajdując się w galerii staje się obiektem intelektualnej interpretacji i analiz. Hanna Kosewicz zaprezentowała cykl prac "konfekcyjnych", wykorzystując symbole graficzne umieszczone na metkach odzieży, albo wykonując "obrazy" z samych metek. Barbara Gębczak - Janas pokazała malarstwo w cyklach "Co sprawia, że jesteśmy tak pociągające", "My Winner" czy "Jestem Modna". Same tytuły już nawiązują do wszechobecnego dyktatu idealnego piękna, mody a także konieczności tzw. bycia sexy, pociągającym właśnie. Używając do powstania prac "tandetnych" materiałów: brokatu, folii, pudełek po butach i wypełniając przestrzenie obrazów kiczowatymi różami, dodatkowo wzmaga ten efekt.
Dla mnie najważniejszym aspektem sztuki prezentowanej na Biennale jest żart, gra z widzem. Artyści prowadzą dowcipny dialog z widzem i często oczekują od niego uśmiechu, choć zadumanego. Odbiorca dzieła staje się jakby "konsumentem sztuki", w podobny sposób w jaki "konsumuje" reklamę, kolorowe magazyny, telewizję czy robiąc zakupy. Odnosi się wrażenie, że młodzi twórcy bawia się sztuką, nie boją się traktować jej z "przymrużeniem oka". Oni są entuzjastami tej plastikowej rzeczywistości w której żyją i w której wyrośli, a jednocześnie jej prześmiewcami. Agresywne, kolorowe obrazy, atakują niemal wciskając się do oczu, kuszą ułudą idealnego, tandetnego piękna i widmem wiecznego zadowolenia. Intryguje ich i zarazem śmieszy cała ta popowa papka, żałośnie pompatyczna i smutno - jarmarczna: sukces, ikony medialne, wzory idealnego ciała, dyktat mody, luksusowe gadżety, postaci z seriali, idole sportowi...
Nie czują presji, że musza być pionierami, odkrywcami nowej sztuki. Nie odczuwają potrzeby zaprezentowania czegoś po raz pierwszy "czego jeszcze nie było". Nie wstydzą się swoich inspiracji, nie boją się powielać. Mają świadomoć swojej odrębności i indywidualności na tyle, że jeśli tworzą dzieło, to przecież ONI robią to po raz pierwszy i nie czuja dyskomfortu jeśli ktoś zaprezentował podobną prace w przeszłości. Nie mają kompleksów. Nic nie "muszą". Ta postawa jednak wcale nie odbiera im świeżości, a wręcz przeciwnie, jest w nich niewymuszona energia, radość tworzenia po prostu. Twórczość młodych artystów nie jest też trudna, i zmniejszając dystans pomiędzy nią a odbiorcą, udowadnia, że sztuka, aby "być sztuką" nie musi być Śmiertelnie poważna, smutna i niezrozumiała.
Anna Apolonia Babiak

Rybim okiem
Prace przedstawione w ramach Biennale Sztuki Młodych "Rybie Oko 2" są ciekawe, różnorodne i dojrzałe. Prezentują je studenci i absolwenci wyższych uczelni plastycznych z całej Polski.
Anna Urbańczyk
Gazeta Wyborcza, 18 kwietnia 2002
Biennale Sztuki Młodych Rybie Oko odbywa się w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej po raz drugi. Ewa Rybska, performerka, kurator ekspozycji, szuka młodych talentów w uczelniach artystycznych w całej Polsce. - Zazwyczaj jeździmy oglądać dyplomy, często też korzystamy z rekomendacji znajomych artystów - tłumaczy. W tym roku chęć wystawiania w ramach biennale wyraziło ponad 50 osób z całej Polski. W trzech galeriach, będących filiami BGSW, oraz w dwóch innych obiektach o charakterze użytkowym - hipermarkecie Real i słupskiej pływalni - wystawiało i performance pokazywało ponad dwudziestu młodych ludzi.
Nowe media bez Krakowa
W ramach Rybiego Oka zobaczymy przede wszystkim prace z dziedziny nowych mediów, jest sporo wideo i instalacji, nie brakuje też solidnego malarstwa, jak np. tego w wykonaniu Andrzeja Karmasza, studenta gdańskiej ASP czy wrocławianki Barbary Gębczak-Janas.
Co ciekawe w ramach ekspozycji najwięcej uwagi skupiają na sobie młodzi twórcy z Polski centralnej i Pomorza. Brakuje wychowanków słynnej krakowskiej ASP. I to bynajmniej nie z winy lokalizacji biennale. - Byliśmy na dyplomach także w Krakowie, ale nic ciekawego tam nie znaleźliśmy - rozkłada ręce Ewa Rybska.
W Kameralnej domowo
W słupskiej galerii Kameralna zainstalowali się artyści, którzy zdają się wytykać palcami, a może nawet wyśmiewać nasz współczesny styl życia. Absolwent poznańskiej ASP Piotr Parda w swojej pracy "Gupiki" pokazuje widzowi ekwipunek akwarysty-hobbysty. Może i pomysłowe, ale oglądać rybki można w innych miejscach niż galeria sztuki. Ta sama uwaga dotyczy też kopiującej rzeczywistość warszawianki Anity Pasikowskiej, która na czarnym tle umieściła pomarańczowe okna. Ciekawe są natomiast prace Jakuba Bąkowskiego z Poznania (mutację jego instalacji "TV Mandala" mieliśmy okazję og1ądać niedawno w gdańskiej galerii Wyspa), który w oryginalny sposób zdaje się mówić, że telewizja stała się naszym sensem życia. Absolwentka gdańskiej ASP Joanna Maltańska w nowoczesny sposób łączy malarstwo z wideo. Jej film o blokowisku z francuską narracją to prawdziwe dzieło sztuki. Wspaniale wypada też inny gdańszczanin, Andrzej Karmasz, prezentujący swoje pikselowe malarstwo. Doskonałym komentarzem rzeczywistości są też obie prace pochodzącego ze Słupska Ludomira Franczaka, studenta VI roku Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jego "Niedziela" to . nakręcony ukrytą kamerą film z niedzielnych zakupów w supermarkecie z podkładem dźwiękowym mszy świętej. Poza tym Franczak przystroił niezwykle artystycznie łazienki BGSW, czyniąc z nich "Toaletę artystyczną".
W baszcie piętrowo
Nawet profesjonalnym artystom trudno oswoić surowe wnętrze Baszty Czarownic. Na każdym z jej poziomów zainstalował się inny młody artysta. Na mnie największe wrażenie sprawiła prezentowana w. piwnicy wideoinstalacja studenta III roku wrocławskiej ASP Daniela Bogutyna, zatytułowana "How are you". Wśród ceglanych murów wąskiej baszty ustawionych jest półkolem sześć telewizorów. Z ekranu każdego z nich ujada groźnie zamknięty w schronisku pies.
Pop-art. i reklama nad morzem
Równie trudna do artystycznego zagospodarowania, co stara obronna baszta, jest nieco cepeliowska filia galerii w Ustce. W dużym prostokątnym wnętrzu swoje dzieła zaprezentowali twórcy zainspirowani sztuką użytkową i reklamą. Studentka V roku wrocławskiej ASP Hanna Kosewicz prezentuje cykl prac "konfekcyjnych". Wykorzystuje symbole graficzne umieszczone na metkach odzieży -to samo robiła kilka lat temu w bydgoskim . klubie Mózg trójmiejska artystka Julita Wójcik - lub wręcz wykonuje prace z samych z metek. Prace wywołują uśmiech. Inna wrocławianka (V rok Wydziału Malarstwa ASP) Barbara Gębczak-Janas pokazuje znakomite malarstwo w cyklach "Co sprawia, że jesteśmy tak pociągające", "Jestem modna" czy "My winner". Świadomie przeładowuje swoje obrazy kiczowatymi różami i jak sama to określa, tandetnymi materiałami, takimi jak pudełka po butach, folia czy brokat. W Ustce możemy też podziwiać znakomite malarstwo abstrakcyjne autorstwa Pawła Hulpowskiego-Szulca (ASP Łódź) i absolwentki tej samej uczelni Agnieszki Piotrowskiej.

RYBIE OKO 2 Biennale Sztuki Młodych
Władysław Kaźmierczak - Histerics

Paradoksalnie, po upływie ponad stu lat, znów nie musimy zbytnio zastanawiać się co jest sztuką, co nią nie jest. W polu sztuki może zaistnieć każda rzecz, forma, działanie, zapis lub..... inne dzieło sztuki. Nawet młodzi artyści mogą uczestniczyć w tym procesie. Problem polega tylko na tym, czy potrafimy właściwie odczytać komunikaty i czy sami artyści mówią do nas w miarę precyzyjnie. Jest jeszcze inna kwestia. Tak jak 150 lat temu zaczynamy mówić o kanonach estetycznych, a mówiąc bardziej precyzyjnie, o ich źródłach. Jest ich oczywiście sporo, ale możemy zaryzykować stwierdzenie, że mamy do czynienia ze sztuką multimedialną, która w mniejszym lub większym stopniu jest kontynuatorką awangardowych poszukiwań sztuki XX wieku (przyjmujemy, że mówimy także o malarstwie i rzeźbie) lub sztuką postmedialną. Której już nie interesują Panny z Awignon.
Obok zwolenników sztuki postmedialnej mamy także młodych, którzy ignoruja tą fascynację i posługują się tradycyjnymi już formami: instalacja, obiekt, malarstwo, wideoinstalacja. W żaden sposób nie komentując świata mediów. Artyści ci wyraźnie nawiązują do klasycznej (po)nowoczesności.
Jednak to co jest nowe w polskiej sztuce, to skłonność młodych artystów do stosowania przekazu, którego geneza wywodzi się ze świata mediów, reklamy i konsumpcji. Młodzi są fanami i prześmiewcami sztuki medialnej. Intryguje ich sukces świata konsumpcji, reklamy, seriali, sportowców, postaci medialnych lub wzoru idealnego człowieka z kolorowych tygodników a nawet niepokojąca kariera telewizyjnego obrazu kontrolnego. Chcą w tym świecie zaistnieć, zmierzyć się z nim, sprawdzić jego reguły i wypowiedzieć swoje zdanie. Czasem krytyczne, czasem prześmiewcze, czasem po prostu wykorzystują te same zasady oddziaływania na odbiorcę, którymi posługuje się współczesny marketing. Zresztą ten świat jest przeznaczony wyłącznie dla nich. Starszych ludzi nie można już spotkać w supermarketach ani na okładkach gazet.

Świat dorosłych krytyków sztuki i artystów z przekąsem patrzy na dzieła postmedialne. Na ich pustkę, prostotę i frywolność. Lecz stosowanie ocen jest tutaj kompletnie nieprzydatne. Bo właśnie malarstwo postmedialne jest jedyną, intrygującą nowością w polskiej sztuce. Wyczuwamy w nim jakiś rodzaj energii, świeżości innego widzenia i myślenia. Sztuka niekoniecznie musi być trudna, niezrozumiała i smutna. Barbara Gębczak-Janas i Andrzej Karmasz proponują malarstwo, które różni się od obrazu na monitorze tylko tym, że jest namalowane na płótnie. Farbami. Joanna Maltańska dodaje do swoich niby abstrakcyjnych obrazów krótki film wideo, gdzie po francusku (?) składa oniryczną deklarację miłości do pejzażu, tylko, że tym pejzażem jest typowe polskie blokowisko. Hanna Kosewicz haftuje metki, instrukcje prania i prasowania, nieustannie żartuje ze świata konsumpcji widzianego od podszewki. Paweł Janas proponuje idealny model człowieka: młody, bogaty i sławny. Z Podtytułem: prawdziwe, autentyczne życie. Kuba Bąkowski prezentuje trzy prace na temat swojego stosunku do telewizyjnego obrazu kontrolnego.
W dziale konsumpcji musimy odnotować prace Daniela Rumiancewa, który przedstawia podświetlony kaseton z fotografią kurczaka z rożna (kurczak ma obandażowaną jedną nogę) + narty. Ludek Franczak zrealizował film ukrytą kamerą. Sfilmował niedzielny supermarket Géant dodając dźwięk z transmitowanej mszy. Natomiast Piotr Dudek wyeksponował swoje prace w innym supermarkecie, Realu. Tuż nad kasami. Idealnie wpisując się estetykę komercyjnej reklamy. Ale z błędem. Dodając komentarz składający się z wymyślonych dwóch słów: aj memutni?, andala sa?, ilumini dera?, nei pordoba?, oszi maro?, kone sani?
Karolina Wysocka umieściła swoje obrazy na pływalni. Starając się nie ingerować zbytnio w istniejące rytmy przedmiotów, a nawet wręcz przeciwnie, stworzyć iluzję, że obrazy są ich częścią lub kontynuacją.
Inny rodzaj malarskiej iluzji przedstawiła Anita Pasikowska. Realizując instalację z trzema czerwonymi oknami i czerwonym, mocno wyświetlonym wnętrzem. Chodzi tutaj o zwrócenie uwagi na intensywną malarskość okien na Śląsku. Ludek Franczak drugą swoją pracę zlokalizował w dwóch toaletach. By wejść do nich trzeba było zdjąć buty. Toalety zostały nieco \'udomowione\'. Zostały dodane elementy, które miały uczynić to miejsce bardziej ludzkim.

Dominika Skutnik w swojej instalacji odnosi się do estetyki z lat minionych. Do szklanych lamp, udających kryształy. Lampy te świecą na podłodze, są użyteczne jeszcze w tym sensie, że przywołują nostalgię minionych lat.
Laura Pawela pokazuje obiekty. Konfesjonał, ale bardzo dziwny. Wieszak z numerkami, które można układać w gablotach na różowym atłasie. Aleksandra Kujawska w zaciemnionej przestrzeni wyświetla slajd kaloryfera na cienką taflę wody.
Piotr Parda prezentuje dwa akwaria z głupikami + zestaw do karmienia ryb wraz z książką \'Ryby moje hobby\'.
Daniel Bogutyn w piwnicy galerii, na sześciu monitorach pokazał filmy ze szczekającymi psami. Do swojej pracy dołączył odrębną historię wyjętą z badań nad zachowaniami psów.
Paweł Hulpowski Szulc i Agnieszka Piotrowska zaprezentowali bardzo dobre malarstwo, ale ich twórczość jest kontynuacją nurtów już dość dobrze znanych. Hulpowskiego interesuje światło, natomiast Piotrowską raczej gest malarski.
Pozostaje dział: performance.
Daniel Rumiancew & Anna Babiak wykonali performance, który polegał na dokonaniu prostej transformacji: Anna ścina włosy Danielowi, Daniel wyciska krem do golenia i układa na pulsującym obrazie nagiej Anny (slajd), Anna zbiera krem ze ściany i nakłada na głowę Daniela, Daniel zbiera swoje włosy i wkłada je w rajstopy Anny.
Michał Bujnicki przedstawił krótką opowieść o zwykłym życiu, lecz poprzez wprowadzenie niezwykłej wręcz koncentracji na zwykłym kubku do herbaty i prześcieradle, stworzył sytuację dramatyczną, poważną, której ważność została podkreślona poprzez zbudowanie \'rzeźby\', szczególnej relacji pomiędzy kubkiem a prześcieradłem.
Karolina Wiktor & Aleksandra Kubiak zrobiły performance statyczny, obliczony na parogodzinne trwanie w bezruchu. Nago, w kolumnach z pleksi, ze wzajemnym kontakcie poprzez oddech. Obie miały ze sobą łączność poprzez maski chirurgiczne połączone igielitową rurką. Kolumny były ustawione w wejściu do galerii i każdy musiał przejść pomiędzy artystkami. Czy mieliśmy jakieś skojarzenia ze znanym performance Ulay / Abramowich? I tak, i nie. Kolumny z tworzywa stworzyły bezpieczny dystans, ale i też inny obraz oraz znaczenie akcji.
Na koniec pytanie: dlaczego \'Rybie Oko\'? Odpowiedź jest dość prosta, ale w razie wątpliwości odsyłamy zainteresowanych do autora nazwy - Łukasza Gorczycy.





teksty.rybie-oko-2